Romanowska Kornelia urodziła się w Kamieniu Pomorskim w 1990 r. Od początku swojego życia mieszka w Wolinie. Uczy się w II klasie Liceum Ogólnokształcącego w swojej miejscowości. Swoją przygodę z poezją zaczęła w wieku 13 lat. Do dzisiaj w swoim dorobku ma około 260 wierszy. Jej poezja ukazuje się na różnych forach poetyckich. Zadebiutowała w 2006 r. w tomiku zbiorowym „Poeci z sieci” wydanym w Gdańsku. W lipcu 2007 r. zajeła III miejsce w konkursie zorganizowanym przez Zachodniopomorskie Stowarzyszenie Twórców Kultury w Szczecinie. Marzy, aby kiedyś wydać swój tomik, dlatego zaczęła wysyłać swoje wiersze na różne konkursy poetyckie. W przyszłości chciałaby zostać dziennikarką. Przeczytać jej wiersze można na forum poświęconemu poezji Poezja Art oraz kupić przez internet na stronie www.goneta.net Kornelia jest osobą skromną, bardzo skromną. Czy to dobrze, czy źle... Nie wiem, ale wiem na pewno, że posiada ona talent na miarę wielkiego pisarza. Już kiedy po raz pierwszy przeczytałam jej wiersze, które mokre były jeszcze od niezastygniętego atramentu, wiedziałam, że nie jest to liryka pensjonariuszki, ale dojrzałej emocjonalnie młodej kobiety. Potwierdziło to wyróżnienie w II Ogólnopolskim Przeglądzie Twórczości Poetyckiej im. Jacka Kaczmarskiego „Rytmy nieskończoności” w Warszawie w kwietniu 2007 r. i zamieszczenie jej poezji w tomiku „Świty przetarte na powiekach”.
Wspaniała, momentami zapierająca w piersiach dech poezja Kornelii nie należy do najłatwiejszych ani prostych. Pełna uczuć i wyznań , bardzo osobista, zawiera też elementy dociekań filozoficznych, pytań o to, co dla ludzkiej egzystencji jest zagadką i rodzi największe namiętności – miłość, śmierć, a nawet zdradę i bunt. Gniewne frazy „Nie będę się kłaniać”, „To nie ja płaczę” , które pojawiają się w wierszach, są tak charakterystyczne dla młodych ludzi i nierozerwalnie z nimi związane, że niemożliwym wydaje się, by i tu mogło ich zabraknąć. I choć trudno zebrane utwory ułożyć według jakiegoś wzoru, przebija z nich wielka wrażliwość, która je jednocześnie scala. Wiem, że poezja Kornelii „zadziwi jasnych barw tysiącem”, wystarczy ją „wynieść na świat”.
Ewa Sobolewska-Kaśkosz
polonistka ucząca Kornelię
- A szukamy siebie
kiedyś naprawdę zaśnie niebo a chmury
odpłyną poza horyzont zmieniać
kształty naszych myśli - nie jesteśmy
tacy sami i gubimy czasem spojrzenia
już nie można być bliżej siebie
a nie brakuję przestrzeni na
kolorowe sny choć powieki przygaszone
dotykiem motyli
kiedyś naprawdę znikną bogowie
i demony z aniołów powstaną na
cześć dobroci - a przecież tak mało
w nas światłości
nie jesteśmy tacy sami a szukamy siebie
ja - z ciebie jestem ułożona
ty - we mnie zaklęty
- z prawdą
spojrzysz na losy podstarzałych
rymów ukrytych gdzieś tam
w szklanej butelce
gdzie jeszcze nie dawno
napluł sam Bóg - tak bardzo
chciał być ludzki
snem owadów zamkniesz powieki
tych zmarłych - żyjących przecież
nie trzeba spisywać na straty
jeszcze zostało parę westchnień
kilka spazmów radości
wianków splecionych z kilku kłamstw
póki można oddychać
dotkniesz przetarte słowa wielkich
o małych jeszcze świat usłyszy
gdy umilknie głos górnolotnych
ale nic nie znaczących
prawdę łatwo unieść - trudniej znieść
- dzień się kiedyś skończy
a my rozejdziemy się i każde
w osobne bieguny rozniesie
wieści
ja -tylko u twych powiek
potrafię się modlić
ty - jedynie u mych stóp
potrafisz kłamać
ostatni raz weźmiesz
z moich rąk te kryształki
srebrne jak gwiazdy
układają się w marzenia
ja wiecznie będę tęsknić
do tych skarbów na dnie
twoich dłoni gdzie
niebo jesienią pozłociło
linie papilarne
gdy spotkamy się na rozstaju
dróg - pamiętaj że
moja ścieżka wiedzie przez ciebie














Romanowska Kornelia