Legenda Winety
"Był czas, że Wineta kwitła takim bogactwem i pięknem, jakiemu równego nie było na całym wschodnim i północnym wybrzeżu. Jego domy zbudowane z marmuru i kryształu kryte były złoconą blachą. W porcie stały setki okrętów z całego świata. Kopyta koni zamiast żelazem podkuwano złotem. W miarę jednak wzrostu bogactwa wzrastała i pycha jego mieszkańców. Wtedy, z bożego rozkazu kara spadła na miasto. Straszliwa fala sztormowa zalała wszystko, topiąc jego mieszkańców. Ruiny Winety do dziś spoczywają na dnie morza. Jeszcze dziś, przepływając nad dawnym miastem przy spokojnej i czystej wodzie, widzi się zarysy ulic i domów. Raz w roku zatopione miasto ukazuje się na powierzchni zwabiając do swych bram żeglarzy. Mieszkańcy okolicznych wsi szeptają wtedy "Wineta się jawi". Podstawą powstania legendy był fantastyczny opis miasta zawarty w kronice słowiańskiej Helmolda (XII wiek).
Po te interesujące wątki sięgnęli również twórcy. Pojawiają się więc rozmaite prace, prześcigające się nawzajem w sławieniu zatopionego miasta. W XIX w. niemiecki pisarz Aurel Meinhold stworzył pierwszą powieść o Winecie: "Das Kreutz von Vineta". W ciągu XIX i XX w. liczba prac naukowych, rozpraw pseudonaukowców i dzieł literackich na temat tego orginalnego grodu wzrosła do kilkuset. Były to głównie wiersze i poematy (m.in. polski poemat Józefa Grajnerta "Wolin", zamieszczony w roku 1863 na łamach "Tygodnika Ilustrowanego". Motyw zatopionego miasta przenikał do muzyki, malarstwa, powstało o nim wiele pieśni, sześć oper, wśród których nie brak również polskiej, w postaci "Legendy Bałtyku" Feliksa Nowowiejskiego.
Fragment wiersza Józefa Grajnerta "Wolin" który ukazał się na łamach Tygodnika Ilustrowanego w roku 1863.
..."Na wyspie, w odwiecznej siedzibie Lechitów stał pyszny gród Wolin, bałtyckiej fali król. W niej kąpiąc podnóże z olbrzymich granitów, w świat puszczał okręty ładowane w dąb, zboże. Po perły, po wieńce mórz wschodnich korali. I błyszczał on świetny Pomorzu jak zorze, aż ponoć gdy zbytkiem bogactwa zgrzeszyli, gród zapadł się z grzmotem, otchłanie go skryły"...
Jomsborg
Użyta po raz pierwszy przez Arnórra przy opisie wyprawy Magnusa Dobrego na Wolin w 1043 roku nazwa Jóm w językach bałtyjskich oznacza piaszczystą wyspę. Jest ona zbieżna z Jumne Adama z Bremy. Swen Aggeson około 1185 roku odnotowuje ją w złożonej formie Hyumsburg. Późniejsze "Jomswikingasaga" i "Knytlingasaga" używają już nazwy Jomsborg. Pierwotna wersja spisana w 2 połowie XII wieku "Jomswikingasagi" zawierała przypuszczalnie tylko opis wyprawy wojennej wikingów z Jomsborga pod dowództwem jarla Sigwalda przeciwko norweskiemu jarlowi Hakonowi, co miało miejsce około 985 roku. Wyprawa zakończyła się rzezią pojmanych jomswikingów i wcieleniem ułaskawionych do drużyny norweskiej. Ocalały z pogromu Sigwaldi do Jomsborga nie powrócił. Podlegając obróbce na przełomie XII i XIII wieku saga uzupełniona została prawdopodobnie wstępem mówiącym o budowie twierdzy przez jarla Palnatokiego, którego Sigwadi byt następcą. Data założenia przypadałaby na lata osiemdziesiąte X wieku. Palnatoki miał być sprawcą zranienia Haralda Sinozębego. Jomsborg, według sagi, był obsadzoną załogą duńskich wikingów morską twierdzą z wielkim portem, do którego mogło zawinąć 300 okrętów.
Wejście do portu zagrodzono bramą z kunsztownie wykonanymi zamykanymi od wewnątrz żelaznymi wrotami. Nad bramą wzniesiono kamienną wieżę obsadzoną zbrojną załogą. Kamienne molo z zaopatrzonymi w katapulty wysokimi wieżami z belek dopełniało fortyfikacji. Załoga dobierana z żądnych sławy ochotników w wieku 18 - 50 lat latem walczyła, zimy zaś w surowej dyscyplinie spędzała w twierdzy. Pod karą śmierci członkowie drużyny zobowiązani byli bronić się nawzajem do ostatniej kropli krwi. Łupy uważano za wspólną własność i dzielono dopiero po powrocie z wyprawy. Kobiety dostępu do twierdzy nie miały, a najdłuższy urlop trwał 3 dni. Inne sagi wiążą z Jomsborgiem królewiczów norweskiego Olafa Trygwassona i szwedzkiego Styrbjórna. Zagadka Jomsborga doczekała się wielu opracowań o rozmaitym podejściu - od bezkrytycznego cytowania podanych w sagach informacji po całkowicie kwestionujące ich wiarygodność. Spisane dwa wieki po wydarzeniach na podstawie ustnej tradycji sagi są przede wszystkim eposami wikińskich bohaterów i jako takie nie mogą być traktowane jak w pełni wiarygodne źródła historyczne. Wiele pomiędzy nimi sprzeczności dotąd nie rozwiązanych. Również konfrontacja ze współczesnymi wydarzeniami i nieco późniejszymi kronikami łacińskimi podważa ich wiarygodność.
Przeprowadzone w mieście i okolicy badania archeologiczne nie potwierdziły dotąd istnienia w Wolinie wikińskiej twierdzy, ani zwartego skandynawskiego osadnictwa. Domniemana warownia na położonym na północ od miasta Srebrnym Wzgórzu w świetle badań wykopaliskowych okazała się rzemieślniczo-handlowym przedmieściem początkami sięgającymi końca IX wieku. Reasumując Jóm i Jomsborg należy identyfikować z Wolinem. Koniecznym jest jednak oddzielenie literackiej fikcji mówiącej dla przykładu o wikińskich początkach miasta od ówczesnej rzeczywistości. Flota wikińska okresowo mogła korzystać z wolińskiego portu. W nieudanej wyprawie jomswikingów na Norwegię, według uczestnika bitwy skalda Tinda Hallkelssona, brały udział "zastępy Słowian" i jarl Hakon zatopił pół tuzina słowiańskich okrętów. Mogła więc być to wspólna wyprawa goszczącej w Wolinie- Jomsborgu duńskiej floty wspomaganej okrętami słowiańskich gospodarzy. Pobyt dwóch duńskich piratów i banitów w mieście potwierdza jeszcze w 1098 roku Saxo Gramatyk opisując odwetową wyprawę na Wolin Eryka Eiegoda. Archeologiczne ślady potwierdziły pobyt w Wolinie skandynawskich kupców i rzemieślników. Miasto jednak w świetle wiarygodnych źródeł pisanych potwierdzonych wynikami badań archeologicznych ma znacznie wcześniejszą, słowiańską metrykę i trzon jego ludności stanowili Słowianie.
BIBLIOGRAFIA:
Błahij K. "Ostatnia tajemnica zatopionych bogów". Poznań 1971
A. Kaube, W. Filipowiak "Wolin Pomorski" 1972














Legendy